Wstęp:
Kiedy inni projektują „produkty z wartością użytkową”, my siedzimy i zastanawiamy się, czy da się zrobić świecznik w kształcie nosa.
A potem… to robimy.
Krok 1: Głupi pomysł
Wszystko zaczyna się od chwili, gdy mózg mówi:
„To bez sensu… ale wyglądałoby genialnie jako figurka.”
I zanim zdrowy rozsądek zdąży zareagować – projekt już leci.
Krok 2: Projektowanie, czyli dużo patrzenia w ekran i mówienia „to wygląda źle”
Używamy programów do modelowania 3D.
Większość czasu spędzamy:
- przesuwając coś o 1 mm w prawo
- cofając to
- zapisując 17 wersji pod nazwami typu „finalfinalv2napewno”
Krok 3: Drukarka zaczyna gadać
Klik – start – i masz 4 godziny na zastanawianie się, czy to naprawdę był dobry pomysł.
Drukarka warstwa po warstwie buduje Twoje szaleństwo w plastiku.
I jeśli masz szczęście – nie odkleja się od stołu.
Krok 4: Odbiór modelu jakby to była operacja serca
Wchodzimy do drukarkowni jak do laboratorium NASA.
Zdejmujemy model jak relikwię.
Czasem wygląda idealnie.
Czasem wygląda jakby przeżył coś strasznego.
Krok 5: Finisz i wrzuta na sklep
Ostatnie poprawki, fotka, krótki opis (czasem dłuższy niż trzeba), upload.
I voilà – gotowe do podziwiania, śmiania się, albo kupienia na prezent dla kogoś, kto „ma już wszystko”.
Zakończenie:
Nie mamy wyrafinowanego procesu projektowego.
Ale mamy pasję, poczucie humoru i drukarki, które nie pytają dlaczego.
I to wystarczy.


